Światowy Dzień Zapobiegania Utonięciom, Dzień Bezpiecznego Kierowcy

Mój ćwiczeniowy tryb podupadł nieoczekiwanie. Trenerka od gimnastyki, nordic i siłowni jest na zwolnieniu. Oby nie dłużej niż te dwa tygodnie, o których poinformowano. W dodatku dziki już tak mocno weszły w miasto, że są w nim całodobowo. Wyraźnie widać, że tereny spacerowe dotychczas, istotnie opustoszały z dzieci i psów z opiekunami. Sama je spotkałam kilka razy. I nie ważne czy to piąta rano, jedenasta czy piętnasta, czy lampa na niebie praży, że nie do wytrzymania. Są i już. Cóż, pies traci na spacerach, ja też. Rozglądanie się wokół głowy i nasłuchiwanie, nieustanna czujność. Męczy, daje nieprzerwane niepokojące odczucia. Nic przyjemnego. Bardzo, bardzo szkoda. Na razie wybrałam sobie nowe miejsce rekreacyjne. 2 km od domu, to by było razem 4 km biegu, na miejscu jest siłownia uotdorowa, pusto. Raczej tam się będę wybierała. Chociaż gorzej mi bo bardziej miastem muszę tam dotrzeć, takim z ruchem drogowym. Na dziki pewnego sposobu nie ma a i czas ewentualnej reakcji - nie ćwiczony - budzi moje wątpliwości uchronienia się przed leśnymi świnkami. No ale przynajmniej tam dzicy nie docierają, póki co a i po drodze więcej miejsc, gdzie można uciec/przeczekać.

Pod skórą, intuicyjnie i na podstawie pewnych niemal niewidzialnych symptomów wyczuwam, że Niemąż będzie nakłaniał dzieci do zamieszkania z nim na stałe. Z samym syndromem opuszczonego gniazda nie mam problemu. Jednak w tej konstelacji z góry wiadomo, że odbędzie się to (jeśli odbędzie) w sposób chory a jego wirtuozja znęcania się nade mną w białych rękawiczkach i  upokorzenia będzie miała swą kolejną kwitnącą odsłonę. Co odchoruję psychicznie i nerwowo. Na razie jeszcze czas, spodziewam się późniejszej jesieni. Na początku miesiąca próbował namówić mnie do opłacania córce za studia. Mój udział, 50% wyniósłby niecałe 15 tysięcy za semestr. Kilka tysięcy podręczniki. Utrzymanie córki z mieście kolejne tysiące. Do tego syn, studia zaoczne, pod ochronką taty w przyzwoleniu na niechęć do pójścia do pracy, które jest mi cholernie trudno pokonać. Ciąży mi to wszystko k u r e w s k o.

Rynek pracy nadal nie zwraca na mnie uwagi. Zwieram więc szyki do imania się innych sposobów podejścia do niego. Jednocześnie uczę się do działalności samodzielnej. Z wiarą w siebie bardzo różnie, no bo ją też coś musi napędzać a mi czasem brak wiatru.

Nie chudnę. Nie wiem dlaczego. Nie śpię, wiem dlaczego (powody tam ↑).

Trochę czuję tak, jakby mi się wszystko rozpadało w rękach.

A nad tym wszystkim groteskowo: planowanie jesiennej dwutygodniowej objazdówki Włoch. Kamper wynajęty. Trasa w opracowaniu.

Czuję się w swoim aktualnym życiu dość irracjonalnie. Nie odpowiada mi to. Bo jest niepewnie, bo niska sprawczość, bo trudno cokolwiek przewidzieć, bo trudno utrzymać poziom psychiczny zadowalający a jeszcze trudniej wynieść go jako koło zamachowe.

Komentarze

  1. Nie żebym tu się w psychiatrę bawiła, ale dwubiegunówką tu trochę "zalatuje"...

    Dziewczyno, co tu się przejmować. Dzieci dorosłe, chcą do ojca niech idą. To już nie Twoja sprawa. Mój syn też się zaraz po pełnoletniości wyprowadził do mieszkania z 3 kolegami i na dodatek na PRAGĘ (czyli mój najgorszy koszmar niebezpieczeństwa). Oczywiscie krzyczałam, wrzeszczałam ale i tak postawił na swoim. Po 3 miesiacach wrócił "bo to jednak nie było to". Niech próbują.

    Ze studiami to nie rozumiem...nie ma bezpłatnych? Wydaje mi się ze 15K za semestr to bardzo dużo. Tyle kosztują jakieś przeciętne studia MBA, albo podyplomowe. To raz. dwa masz obowiązek utrzymywania dzieci póki się uczą, ale to nie jest tak że jak cię na coś nie stać to nie możesz odmówić. No po prostu trzeba powiedzieć, nie stać mnie na taki wydatek to raz, a dwa nie uważam go za zasadny. Przeciąc sprawę w zarodku i nie wraćać do tego. Nie i już.

    Co do brużdzenia męża, to co Ci on moze zrobić? Dzieci Ci nie odbierze. Nastawi je źle do Ciebie? No to nastawi, skoro i tak to robi i chce, no to to zrobi, niezależnie czy bedziez nad tym myslec czy nie. Trudno. Nie myśl w ogóle o tym, skup się na sobie, na treningu omijania dzików (ponoć trzeba spokojnie poczekać, bo one nie są groźne i nie atakują, chyba ze locha z małymi, ale to juz chyba nie ta pora na młode).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mielę uczucia, z przemielonymi mi później lżej i się ich wyzbywam. Nie umiem jak przez szybę, nie dopuścić do siebie. Technicznie bez dzieci lżej - nie ma ludzi w domu, nie ma tylu domowych spraw. I z intencją szybkiego usamodzielnienia wychowywałam, kiedy ono nadejdzie i jak, czekam i kibicuję. Nastawianie przeciw mnie w dużej mierze już dawno puściłam, to była bolesna praca, uważam że skutecznie wykonana, jak na samoróbkę. A jak przemielę, jak na wstępie mego listu ;) to zaraz jest fajnie i jasno. Swoją drogą z pewną ciekawością obserwowałam starania byłego małżonka na przestrzeni lat, sporo się chłop uszarpał, chyba więcej niż ja z efektami jego działań.

      Usuń
    2. Ty mi lepiej powiedz co z tym odchudzaniem? Mnie też nie idzie. Prowadzę sie wzorowo, a nawet lepiej. Wszystkie parametry mi się polepszają a waga i skład ciała ni za ch...I to nie jest bład wagi czy cos bo mam dwie i obie pokazują identycznie. Jakiś taki 1-2 kg mega upierdliwy, niedługo będzie rok jak wlazł i za cholere nie chce wyjść.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty