Dzień Samotnych, Dzień Chodzenia na Szczudłach

Mocno liczę, że moja instruktorka ćwiczeń będzie za tydzień już po zwolnieniu lekarskim. Otrzymałam wiadomość, że przez cały sierpień basen nie będzie dostępny. Szkoda. Za to weszły zajęcia crossfit na siłowni w promocyjnej cenie 14 zł/h. Prawie mój próg wejścia finansowego 😉

Weekend spędzę w stolicy. Robię nam plan miejsc i wrażeń do zebrania. Głównym punktem jest kolejne przeżycie godziny W. W drugiej kolejności odwiedzenie grobu śp. Jacka Magiery, nie tak dawno zmarłego nagle trenera piłkarskiego, z którym mój kąkubęt się przyjaźnił, wychował i był bardzo zżyty. Poszukam też miejsc, dokąd byśmy chcieli pójść w tej odsłonie pobytu warszawskiego. Niańką do psa mianował się syn, toteż zwierz nie jedzie, nie trzeba go brać pod uwagę w zwiedzaniu i trasach. Syn planuje wypróbować przepis na jakąś potrawę z kurczakiem, na zdjęciu jakby forma calzone ale ciasto chyba nie pizzowe, nie wiem bo nie chcę znać przepisu, żeby mu się do czegoś nie przydać 😉. Wszelkie gotowania i pieczenia odbywają się zawsze u mnie bo tata nie pozwala brudzić w kuchni. Mega dziwne, bo dzieci umieją gotować i piec od lat bardzo wczesnych i mi kuchni ani nie sfajczyli ani nie odniosłam innych strat ani nigdy nie musiałam szorować/odrywać/odpompowywać/remontować. Jeszcze przed Warszawą jadę z córką do Jaworzna obejrzeć jej pracę maturalną bo młoda ma pragnienie wejrzenia w głąb. Też ciekawe doświadczenie.

Siedzę nad portfolio. Tworzę swoje i przeglądam jak pokazują się osoby wykonujące podobne zajęcia do mojego planowanego. W urzędzie pracy byłam na spotkaniu w sprawie zakładania działalności gospodarczej. Nie było obowiązkowe ale poszłam posłuchać. Oczywiście ilość przekazanej wiedzy mniej niż znikoma a na zadawane przeze mnie pytania (tylko ja zadawałam), prowadząca – prowadząca te spotkania od piętnastu lat, jak się zareklamowała - nie potrafiła odpowiedzieć, chociaż wydawały mi się elementarne. Zasadniczo czas nieco stracony ale nie oczekiwałam wiele więcej, więc w spodziewanych kosztach 😊 Udział wzięło sześć osób. Dziewczyna wrócona z niemiecko-holenderskiej emigracji, która chce wspierać w szukaniu klientów krawcowe szycia miarowego i takiego jakby na specjalne potrzeby. Programista, który odszedł z korporacji i wrócił z Warszawy w rodzinne strony bo, jak mówił wykupiono firmę, więc się sam zredukował, chce remontować zabytkowe pojazdy. Pracownik budowlany, który planuje zakupić koparko-ładowarkę. Kwiaciarka, która odeszła z kwiaciarni i zamierza otworzyć swoją. Stylistka paznokci, która chce stylizować na własny rachunek. A sam ofertowy rynek pracy zatacza właśnie koło, jak wykazują moje obserwacje. Pojawia się seria naborów na dokładnie te same stanowiska, na które prowadzono rekrutacje pół roku temu. Czyli widać kto zatrudnia na chwilę, nie wiadomo po co, chyba tylko żeby pogłębić burdel w swojej administracji? Bo co może powstać jak kolejna asystentka/specjalistka/jakakolwiek pracownica biurowa wpada na chwilę? Dopiero się naprawdę zaczyna orientować, wdrażać system według którego może sprawnie pracować i koniec zatrudnienia. I dotyczy to zarówno rynku pracodawców prywatnych, jak i instytucji publicznych. A jest takich sytuacji więcej niż pojedyncza. Czyżby oferty ogrywała ta sama talia firm? Jak na portalu randkowym 😊wchodzisz po dwóch latach a tam w gotowości do związku te same egzemplarze tak kolekcjonerskie, że nikt się na nie nie porywa 😁

Chcę jeszcze dzisiaj ukończyć aranżację balkonu bo mi zostały do przesadzenia trzy kępy trawy i kwiatki a trzeba gonić się z deszczem.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty