Dzień Łapania za Biust, Dzień Bikini
Minione koszmarne upały dodały mi jeszcze level potworności ich przeżywania wirusem grypy żołądkowej. Trzysta stopni i wyczerpująca choroba. Ja sama, z potrzebującym wychodzić psem. Było świetnie… Na szczęście te wirusowe rzuty trwają obiektywnie krótko. Ale organizm miałam osłabiony już wcześniej – rozkwitła mi dorodna opryszczka, zajęła cały - dosłownie cały obszar od nosa do wnętrza górnej wargi. Ciekawe bo ciąg ten był poprzedzony przedłużającym się plamieniem i wyjątkowo agresywną aktywnością alergii (np. z niemożnością otworzenia oczu po przebudzeniu). Mam wrażenie, że już tak kiedyś było, jakiś rok, dwa lata temu. Z psem zwlekałam się pomiędzy 4 a 5 rano. Nawet na te chwile nie rozstawałam się z butelką wody. Było najchłodniej i w miarę miałam siłę, on też. I dość pusto na ulicach - dobrze i niedobrze. Źle bo gdybym zemdlała, nie byłoby pomocy. Dobrze w przypadku wypadku związanego z grypą żołądkową. I raz mi się zdarzył, toteż w duchu winszowałam sobie tego rozwiązania. Po wczesnym poranku pies do wyjścia już się nie palił, więc robiliśmy mikro spacery. Przetrwaliśmy, szczęśliwie, chociaż spać czy żyć było niemożliwym. Tydzień został wycięty z ciągłości życiorysu i jest tylko byle jak doklejony taśmą. Oraz snują się za nim wyrzuty sumienia, że się nie uczyłam i nie robiłam nic sensownego. Myśleć mi się odrobinę udawało gdy najwyższym możliwym wysiłkiem było patrzenie w sufit i zbieranie sił na wysikanie zwierzęcia domowego. I trochę to myślenie przyniosło nie tyle spraw i rozwiązań nowych, ile lepsze usystematyzowanie możliwych i/lub już stosowanych. No, jakąś porcję nowych też.
Bezrobocie doskwiera w psyche. Nie tylko w portfel.
Szukam zajęć i sensów choćby na siłę. Udaje się to połapać.
No to cie wszystkie plagi dopadły. Ja wiem ze szukasz stałej pracy, ale może dorywczo pomyśł np o opiece nad dziećmi. Teraz w wakacje pewnie są takie rodziny, które chętnie by chciały oddac dziecko nawet na kilka godzin. Albo wyprowadzanie piesków, bardzo popularne w Warszawie. Kokosów nie ma ale zawsze coś.
OdpowiedzUsuńPlagi rozgonione :) Rynek zapotrzebowania na opiekunów ukochańców dwu i czteronożnych badałam od zimy, urozmaicając, przekształcając ogłoszenia. Ludzie mający dzieci od zera do granicy wiekowej uznaniowo wymagającej nadzoru, to mają instytucję babcia lub babcia doręczająca dziecko do przedszkola/półkolonii - niewielkie środowiska najdłużej utrzymują tradycyjne rozwiązania. Do czworonożnych też się próbowałam zbliżyć, w pewnym momencie oferowałam spacery od bardzo wczesnej, zdecydowanie przedpracowej, pory, gotowość do pomocy maksymalnie elastycznie. Zapotrzebowanie było zerowe.
Usuń