Dzień Piernika i Dzień Chleba z Orzechami
Wstałam o 7:00 (dzięki Jarmuż, pomogłaś 😉), choć sklepienie koloru szmaty do podłogi nie pomaga energii. Bardzo lubię wcześnie być na nogach, kiedy dom cichy i pusty. Jak ożyją to niby nikt ode mnie nic nie chce, niemniej we mnie jest już czujność matki i kąkubętki do życia i tworzenia przestrzeni rodzinnej... Co poradzę, że ich kocham, jestem wobec tego bezsilna 😂
Rozpoczęłam od kubka zsiadłego mleka. I angielskiego. Przez chorobę mam więcej do nadrobienia, obliczyłam ile zajmie mi dogonienie zajęć i nie wygląda to źle.
Ponadto planuję nieco sprzątania ale tu najpierw Kąkubęt wykona swoje obowiązki bo moje mają sens tylko po jego zadaniach. I tak krok po kroku będzie fajnie świeżo. Przez moją covidową niemoc mam poczucie zapyziałego domu. Nie ozdabiamy, nie ma choinki. Nie obchodzimy świąt jako takich, zatem nie rościmy sobie wszystkich praw do ich uroku. Także tylko podstawowe, klasyczne zachowania sprzątaniowe 😁
Jeszcze obowiązkowy spacer. Dalsza część uczenia się, pewnie rozpocznę czytanie którejś z ustaw do pracy, o którą aplikuję. Dziś nie udzielam się kulinarnie bo wszystko zrobi Kąkubęt, ten rozdział życia z głowy.
A na razie kawa. Jestem bez iskry i trzeba ją w sobie wywołać.
Komentarze
Prześlij komentarz