trochę z wczoraj a trochę na jutro
Do wczorajszej wyliczanki ekonomicznej należy dodać, że nikt z nas nie stosuje używek. Także no… portfel jest szczelny. Nie mamy zwierząt. Za mną już trzeci rok chodzi kundelek ze schroniska ale zwyczajnie boję się go wziąć. I tak, ja oczywiście wiem, że można podbijać rynek pracy i się piąć. Oboje mieliśmy okazje spróbować i nawet mieć szanse powodzenia. Polizaliśmy awansów, ba! sprawdziliśmy się w nich. Ale nam nie smakują. Nie chcemy. Nie chcemy mieć takich karier. Nie są nam potrzebne dobra. Oczekuję po prostu, że za pracę będą środki aby żyć. Jak mam napędzać gospodarkę, czym? Jak mieć dostęp do rozwijającego się świata bez środków? Jak mam być kiedyś nadążającą za rzeczywistością i sprawną staruszką, kiedy nie będę miała możliwości bycia uczestnikiem życia społecznego i kulturalnego? Mam obciążać system z każdą dekadą mocniej bo sam ten system blokuje mi to czego wymaga i co i dla mnie i dla systemu jest obiektywnie pożądane? Czy spier**ć dzieciom dorosłe życie swoim nieprzystosowaniem do rzeczywistości? Ja to przerabiałam. Na kilku etapach życia. Kiedyś sobie opiszę te obserwacje, co się ze mną, we mnie i wokół mnie działo i skąd wynikało.
O aktualnym miejscu zatrudnienia też jeszcze pojęczę bo wrzód
ten jest przecięty ale nie oczyszczony. Poza tym pierwszy raz mam spalone mosty.
Sytuacja doprawdy super nowa.
No i w ogóle blog to często takie jęczydło 😊,
niech więc spełnia swą powinność.
A jutro dzieje się rzecz niesłychana: jedziemy w gości!! Żadne
z nas osobno ani razem nie prowadzimy życia towarzyskiego. No tak sporadyczne,
że może raz na pół roku któreś się umówi. Ja tej pary jeszcze nie znam. Idziemy
do nich do domu. Kolega ma duże problemy z przewodem pokarmowym ale nie wiem
czy uchyłki czy jakieś przewlekłe zapalenia w innych częściach. W każdym razie
mam ograniczone możliwości przygotowania się. Kąkubęt przeprowadził wywiad
czego nie wolno. Pojedziemy zatem z babką i/lub orzechowcem na kruchym cieście
i rożkami z tortilli z nadzieniem po prostu z podstawowego bolognese. Jakiś sos
bazyliowy?
Też nie jestem towarzyska i takie okazje są dla mnie zawsze trudne. Lubię ludzi, ale w sytuacjach neutralnych, niejako przy okazji a nie bo się spotykamy dla siebie, to jest dla mnie wtedy trudne. Trochę to śmieszne bo w więkzosci nierelacyjnych sytuacji jestem mega asertywna, i pewna siebie na granicy arogancji. Spać też chodzę wcześnie i nie lubie jak mi coś lub ktoś zakłóca mój emerycki styl życia. Czasem się podejrzewam o jakieś specyficzne spektrum autyzmu...
OdpowiedzUsuńO to to!! Też uważam, że dość blisko może mi być do delikatnego spectrum. I je lubię.
UsuńNo to powodzenia z rzeczą niesłychaną! Dla mnie to zawsze sytuacje wysokiego ryzyka, na szczęście prawie się już niezdarzające, chętni jakoś się wykruszyli. Lubię robić z innymi COŚ, haftować bym np mogła 😀, ale siedzieć przy stale na którym stoi jedzenie i rozmawiać - nudna się staję, banalna i w głowie tłucze się: co ja tu robię...
OdpowiedzUsuń